Rozszerzanie diety – kilka porad praktycznych cz. I

rozszerzanie_diety

Rozszerzanie diety malucha związane jest z niemałym stresem dla mamy. Pamiętam sama jak bardzo przeżywałam ten moment, kiedy zaczynałam wprowadzać do jadłospisu mojej córki stałe pokarmy. W mojej głowie pojawiało się wiele pytań, na które ciężko mi było znaleźć odpowiedź. W internecie można znaleźć wszystko, trzeba tylko mieć na to czas. Z tym jest niestety „krucho”. Jak zająć się przeszukiwaniem „wujka Google”, kiedy dziecko płacze, a w domu bałagan? Nie zapominajmy o tym, że przydałoby się jeszcze wyjść z domu na spacer z dzieckiem. Maluch musi przecież przebywać na świeżym powietrzu i to najlepiej kilka godzin dziennie, żeby nabrał odporności. Pewnie niejedna mama ma tego typu rozterki, dlatego postanowiłam napisać niniejszy post i podzielić się z Wami moimi sposobami na ułatwienie sobie życie :). Zagadnienie to podzielę na dwie części. W pierwszej opisze kilka moich sposobów jak zorganizować czas, żeby szybko przygotować obiadek dla malucha, a w drugiej opowiem o moich sposobach jak zminimalizować towarzyszący temu bałagan.

Część I: Przygotowywanie posiłków

Zaczęłam wprowadzać pokarmy stałe do jadłospisu córki, gdy ukończyła 6 miesięcy. Do 6 miesiąca dziecko było karmione tylko i wyłącznie piersią, nie podawałam jej wody, ani niczego innego do picia. Pierwszym problemem jaki się pojawił było nie co, ale jak podać dziecku pokarm, żeby się nim nie zakrztusiło.

Ja rozwiązałam ten problem w następujący sposób. Pierwsze posiłki jakie przygotowywałam były bardzo rzadkie. Ponadto każdą przygotowaną zupkę najpierw rozdrabniałam blenderem, później dodatkowo przecierałam przez sitko, dopiero wtedy podawałam mojemu dziecku. Wiem, wiem dużo pracy, ale czego się nie robi dla dobra dziecka. Po kilku tygodniach kiedy zauważyłam, że mała ładnie już przełyka to zrezygnowałam z przecierania zupek przez sitko i już tylko rozdrabniałam składniki zupek. Po kilku miesiącach zaczęłam celowo zostawiać kilka większych kawałków ziemniaczków, żeby córka nauczyła się gryźć i przełykać. Jak już dziecko nauczyło się przełykać większe kawałki to przygotowaną zupkę ubijałam tłuczkiem do ziemniaków. Mięso jest twardsze od warzyw, dlatego ugotowane wyjmowałam z zupy, rozdrabniałam blenderem i dopiero wlewałam z powrotem do garnka. Tak przygotowane mięso ładnie zagęszczało zupę.

Jednak nie wszystkie mięsa przygotowujemy tak samo. Mięso drobiowe jest wystarczająco miękkie i nie trzeba z nim nic dodatkowo robić. Moja córka nie miała problemów z gryzieniem, ani z przełykaniem ugotowanego kurczaka. Problem pojawił się, gdy pierwszy raz podałam jej gotowane mięso wieprzowe. Dziecko ładnie zjadło obiadek, a ja byłam szczęśliwa. Problem zaczął się wieczorem kiedy mała zaczęła wymiotować niestrawionym mięsem z obiadu. Okazało się, że mięso było za twarde i córka je połykała w całości. Rozwiązałam ten problem w następujący sposób. Przed kolejnym gotowaniem zupy na mięsie wieprzowym, rozbijałam mięso podobnie jak się je przygotowuje na kotlety schabowe. Tak rozbity płat mięsa wrzucałam na gorącą wodę i dopiero gotowałam. Po ugotowaniu mięso było tak miękkie, że rozpadało się na talerzu.

Przygotowanie mięsa mamy już omówione, przejdźmy do warzyw. Z gotowaniem warzyw na ogół nie ma większych problemów. Pojawiają się za to trudności innego rodzaju. Myślę, że niejedna mama spotkała lub spotka się z takim samym problemem. Kupiłam dużą dynie, której niewielką część dodałam do zupy dla dziecka. Ponad ¾ warzywa pozostało. Nie miałam pomysłu jak ją wykorzystać, więc ugotowałam całą dynię, rozdrobniłam blenderem, a następnie przełożyłam do formy na kostki lodu i zamroziłam. Następnego dnia wyjęłam z formy zamrożone kostki dyni, przełożyłam do większego pojemnika i ponownie włożyłam do zamrażalnika. Tak zamrożoną dynię można bezpośrednio wykorzystać do przygotowania nowego posiłku. Jest to niebywale proste rozwiązanie, które można stosować, także do innych warzyw np. marchewki, pietruszki czy buraczków. Mrożenie warzyw ma wiele zalet. Nie musiałam codziennie biegać po jedną pietruszkę, marchewkę itd. do sklepu. Ponadto, znacznie mniej niewykorzystanych warzyw lądowało w śmietniku. Gotowanie zupek dla dziecka stało się bardzo proste i szybkie. Wkładałam kawałek mięsa, ziemniaczki, marchewkę, a pod koniec kosteczkę zamrożonej pietruszki lub innego warzywa i zupa była gotowa!

A Wy z jakimi problemami spotkałyście się podczas gotowania obiadów dla dziecka? Czekam na Wasze komentarze pod postem. Być może ja też spotkałam się z podobnymi trudnościami i będę umiała Wam pomóc.

Zapraszam do zapoznania się z częścią II tego posta, która ukaże się jutro, gdzie opowiem jak nakarmić dziecko, żeby nie mieć (za dużego :) ) bałaganu oraz przedstawie moje sposoby na radzenie sobie z plamami na ubrankach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *